Na co tak naprawdę czekałam

Nie wiem jak innym dzieciom ale mi pierwsza komunia kojarzy się z niewygodną sukienką i prezentami od najbliższych. Może najpierw troszkę o prezentach, od babcia dostałam piękne kolczyki w kształcie słoni. Od drugiej babcia dostałam piękny łańcuszek z medalikiem, od ciotki tak jak mi już obiecywała dostałam wymarzony rower a od wujka dostałam piękną wieże stereo. Oczywiście dostałam jeszcze bardzo wiele łakoci które zjadłam w zastraszająco szybkim tępię.

Było już o rzeczach bardzo przyjemnych to teraz parę słów o czymś co mnie najbardziej denerwowało i można powiedzieć że psuło cały nastrój. Była to ta okropna odzież, nie wiem czy ten kto wymyślał te głupie sukienki kiedykolwiek pomyślał o wygodzie osób w tym chodzących, co prawda w tym było się tylko na mszy ale sukienki były tak niewygodne że jak się w nich stało to marzyło się tylko żeby usiąść a jak już się siedziało to dochodziło się do wniosku że lepiej jest jednak siedzieć.

Ten producent odzieży komunijnej powinien zostać skazany za nieumyślne torturowanie dzieci, była ona wykonana z bardzo nieprzyjemnych materiałów, jak było gorąco to pamiętam że pociłam się bardzo i ta cała wilgoć nawet nie myślał o tym żeby wsiąknąć w ten materiał a jak jednego dnia było zimno to wszystkie dziewczynki trzęsły się z zimna.